poniedziałek, 22 czerwca 2009

Exegi monumentum ;-)

W piątek oficjalnie rozpoczęły się wakacje - wiem, bo byłem na zakończeniu roku szkolnego córki (koniec podstawówki - poważna sprawa). Wśród wielu wyróżnień i prezentów córka otrzymała Słownik literatury popularnej (Wrocław 2006). Od czasu, kiedy przypadkiem w podręczniku do polskiego znalazłem swój tekst, mam taki zwyczaj, że przeglądam książki i podręczniki, które przynosi ze szkoły. I tym razem tak zrobiłem. I co? I było warto! Bo oto kilka stron poważnej publikacji, która nie tylko młodzieży ma pomóc zorientować się we współczesnej literaturze popularnej, poświęcone zostało na omówienie komiksu. Czytelnik dostaje w skondesnowanej pigule historię komiksu na świecie i w Polsce, wymienieni są najważniejsi twórcy komiksu amerykańskiego i europejskiego. Jeden akapit poświęcony został współczesnemu komiksowi polskiemu - tu wymienionych zostało pięciu autorów: Michał Śledziński, Krzysiek Gawronkiewicz, Mateusz Skutnik oraz ja i Tomek Leśniak. Nie powiem, miło mi się zrobiło i pomyślałem sobie, że nie muszę sadzić drzewa. Autorem hasła jest doktor Jerzy Szyłak (który także jest współczesnym, aktywnym twórcą komiksowym).

czwartek, 11 czerwca 2009

Balladyna


Na blogu KRL'a dowiedziałem się o planowanym wydaniu komiksu na podstawie filmu Balladyna. W filmie gra Mirosław Baka i Sonia Bohosiewicz. W komiksie też, bo komiks wykonano nowatorską techniką graficzną (zdjęcia z filmu potraktowane photoshopem). KRL zapłonął gniewem, w komentarzach też czuć było zapowiedź stosów. Trzeba przyznać, że autorowi komiksu udało się coś wyjątkowego - jeszcze zanim dzieło ukazało się drukiem, już wzbudziło ogromne emocje (traf chciał, że akurat negatywne). Sukces! O tym się mówi! I o tym się pisze! Pytanie tylko, czy to w jakikolwiek sposób przełoży się na sprzedaż albumu, albo oglądalność filmu? Patrząc na próbne plansze trudno nie zgodzić się z KRL'em - to delikatnie mówiąc wyrób komiksopodobny i wciskanie fanom komiksów czegoś takiego zakrawa na kpinę. Ale... No, właśnie jest "ale" - komiks "Włatcy Móch" jest zrobiony według tego samego patentu (kadry żywcem wyjęte z filmu - tym razem bez nowatroskich efektów made by Photoshop) i sądząc po kolejnych częściach, które trafiają na półki księgarń musi się jakoś sprzedawać. Żeby przywołać przykład z innego podwórka - swego czasu najlepiej sprzedawały się płyty Ich Troje. Wniosek z tego taki, że jakość wykonania nie zawsze idzie w parze z jakością zarabiania. Przykre to, ale po prostu tak to już jest, że czasem wydarzeniem (czy to z punktu widzenia finansów, czy też zaistnienia w popkulturze) staje się coś, co jest odpowiednikiem Joli Rutowicz. I szkoda nerwów i zdrowia, żeby z tego powodu przeżywać skoki ciśnienia. Trzeba robić swoje.

środa, 27 maja 2009

Jeż Jerzy - aktualizacja

Po długiej (nawet bardzo długiej) przerwie umieściliśmy z Tomkiem aktualizację na stronie internetowej Jeża Jerzego. Na razie to tylko nowe wydanie Biuletynu Informacyjnego, ale z drugiej strony stało się to pretekstem do poważnej rozmowy o większej aktualizacji/przebudowie strony domowej Jurka (a także częstszych aktualizacjach zawartości). Zobaczymy, co wyjdzie z naszych planów - coś wyjdzie z pewnością, nie wiemy tylko, czy wersja maksimum (rozbudowana strona w wersji flash), czy minimum (strona oparta na silniku blogopodobnym, a może nawet blog).

wtorek, 19 maja 2009

66% normy

Uff! Wreszcie skończyłem pisać scenariusz drugiej nowelki do nowego albumu Jeża Jerzego. Czas najwyższy, bo Leśniak dzięki spektakularnemu finiszowi wyprzedził mnie na ostatnich metrach i narysował poprzednią historyjkę. Mógłbym się czepiać, że porażka nie była zupełna, bo komiks nie został jeszcze pokolorowany, ale nie będę kręcił - przegrałem. Teraz mam miesiąc, żeby się odegrać. Tym bardziej, że w ramach sportowej atmosfery postanowiliśmy podbić stawkę - za opóźnienia wobec ustalonego między nami terminu będą kary umowne.



Ustaliliśmy też w Egmoncie rozsądny harmonogram na ten rok. W październiku (na MFK) ukaże się (w większości) premierowy album (nie wybraliśmy jeszcze tytułu) - od razu w dwóch wersjach: ekonomicznej i de luxe. W listopadzie natomiast Jeż Jerzy. Ścigany - reedycja w wersji luksusowej.

wtorek, 5 maja 2009

A miało być tak pięknie...

Zdaję sobie sprawę, że odzywam się trochę poniewczasie - o sprawie pisali na swoich blogach Śledziu, KRL i Kamil Śmiałkowski, przez listy dyskusyjne przetoczyły się burze z piorunami. Chodzi o temat Sympozjum Komiksologicznego - "Komiks w szponach miernoty". Animator Sympozjów, Krzysztof Skrzypczyk, postawił sobie za zadanie tegoroczne spotkanie poświęcić tropieniu dominacji "w twórczości polskich komiksiarzy sztampy, tandety, jarmarczności oraz wszechobecnych przejawów epigoństwa, nieporadności, partactwa", oraz zgłębić "problemy komiksologii jako odrębnej dyscypliny wiedzy (w tym, np.: refleksja naukowa a "pro-kultowa" pseudo-krytyka i nieudolna publicystyka) - w kontekście analiz dotyczących problematyki wartości artystycznych komiksu". I cóż, można by powiedzieć - tu kończy się sen o naukowym, rzetelnym badaniu komiksu, bo choć naukowcowi wolno stawiać dowolne hipotezy, to nie da się ukryć, że w tych tematach widoczne jest nie dążenie do poznania prawdy, ale chęć "przywalenia" twórcom i oddzielenia ziarna od plew ("Chodźcie! Będziemy kamieniować!"). Miało być pięknie i mądrze, a wyszło nieudolnie, jarmarcznie, zajadle i głupio. Chciałoby się zawołać, choć za późno już - Krzysztofie, nie idź tą drogą! Nie chodzi o to, że stawiając tak sprawy z góry rozstrzygasz to, co dopiero trzeba zbadać (być może referenci nie odkryją szponów miernoty duszących polski komiks?), że z tych sformułowań jasno wynika, jak oceniasz twórczość swoich niedawnych kolegów po fachu (wszak parę lat temu sam próbowałeś rysować i publikować komiksy - by the way: jak oceniasz swój dorobek w konteście tematu Sympozjum, który zaproponowałeś?). Chodzi o to, że lekką ręką spychasz rodzącą się bólach i znoju naukową refleksję nad komiksem do jakiegoś sztucznie wykreowanego szańca. A syndrom oblężonej twierdzy nie sprzyja intelektualnym debatom - w których liczyć się powinien dialog i wielość zdań. Żałuję też, że Sympozjum nie odbędzie się w ramach Festiwalu - bo pogłębi to przepaść, która właśnie powstała. Cóż, po takich perturbacjach aż strach pomyśleć, jaki będzie temat w przyszłym roku...

poniedziałek, 4 maja 2009

Plany wydawnicze

Drugi scenariusz do nowego albumu Jeża idzie mi jak krew z nosa, a tymczasem dowiedziałem się od Tomka, że Egmont chciałby wydać od razu wersję w twardej oprawie (czyli z mojego punktu widzenia: z szesnastoma dodatkowymi stronami...). Do tego mile widziana edycja De Luxe któregoś z wcześniejszych tomów (+ szesnaście stron dodatków...). Jedym słowem raptem dowiedziałem się, że w zasadzie mamy do przygotowania standardowy, 48-stronicowy album! Do końca czerwca, bodajże... W takich okolicznościach można zostać człowiekiem religijnym, wznoszącym okrzyki w rodzaju "O, Matko Boska!", "Boże, mój Boże" itp. Więc wznoszę. Mam nadzieję szybko skończyć, bo rozpoczęty scenariusz czeka na zakończenie (miałem je dopisać w długi weekend, ale obezwładniała mnie wizja świńskiej zarazy opanowującej świat - zupełnie niesłusznie, bo jak się okazało, około czwartku WHO zlikwidowało świńską grypę; przynajmniej samą nazwę, bo obecnie w użyciu jest coś na kształt A H1N1 - mniejsza o to; w każdym razie przed całkowitym obezwładnieniem broniłem się C2H5OH, a to broń obosieczna: tnie zarówno obawy, jak i zdolność trafiania w odpowiednie klawisze).

wtorek, 14 kwietnia 2009

Kiedy pada deszcz...

...dzieci się nudzą, a scenarzyści piszą. (Właśnie odkryłem, że przypadkiem znalazłem odpowiedź na moje ulubione pytanie "Skąd pomysły?" - z nudy). Kiedy zaczyna świecić, grzać, robić się zielono gdzie może - z bliżej nie sprecyzowanych powodów - perspektywa spędzenia kilku godzin przy komputerze przestaje być taka kusząca. Efekt? Obsuwa w pisaniu scenariusza drugiej nowelki do nowego albumu "Jeża Jerzego". Miał być gotowy do końca marca. Mamy połowę kwietnia, a ja w lesie (w parku, w kawiarni - wszędzie tylko nie na czterech literach przy pracy). Pocieszam się tylko tym, że Tomek jeszcze nie skończył rysować pierwszej nowelki - wciąż jeszcze mam szansę wygrać ten nasz "wyścig" i zapewnić sobie miesiąc na pracę nad ostatnią historią w albumie.