Książkę można kupić właściwie w każdej księgarni internetowej i pewnie w wielu księgarniach stacjonarnych - dostępna jest też bezpośrednio na stronie Wydawcy (klik! klik!), z 20% rabatem.
środa, 14 września 2016
"Hej, Jędrek! Masz cykora!" od dziś w księgarniach
Książkę można kupić właściwie w każdej księgarni internetowej i pewnie w wielu księgarniach stacjonarnych - dostępna jest też bezpośrednio na stronie Wydawcy (klik! klik!), z 20% rabatem.
poniedziałek, 9 maja 2016
Hej, Jędrek! #5
Tekst będzie gotowy w połowie lipca - w księgarniach w przyszłym roku.
niedziela, 17 kwietnia 2016
Półmetek premier
czwartek, 18 lutego 2016
"Hej, Jędrek!" po raz trzeci

W decydujący etap weszły też prace nad wydaniem "Tymka i Mistrza" przez Kulturę Gniewu - przed nami ostatnie korekty i album wędruje do drukarni. W księgarniach powinien być pod koniec marca lub w kwietniu. Edycja Kultury Gniewu będzie edycją kompletną - ukażą się w niej wszystkie historie z Tymkiem i Mistrzem, które stworzyliśmy razem z Tomkiem (nakładem Egmontu ukazała się mniej więcej połowa materiału, w "Komiksowie" opublikowaliśmy większość, ale nie wszystkie odcinki: po zamknięciu dodatku tworzyliśmy kolejne odcinki do szuflady jeszcze przez pół roku). Zmieni się też format - zdecydowanie mniejszy niż A4. Zwiększy się za to objętość: pierwszy tom będzie miał 152 strony. Więcej można przeczytać na stronie Kultury Gniewu w dziale zapowiedzi. Na koniec jeszcze okładka:

sobota, 12 września 2015
Drugi "Jędrek" już w sprzedaży!
"Te książki są wyjątkowe. Z kilku względów. Po pierwsze to pionierskie na naszym rynku połączenie powieści i komiksu, gdzie jedno z drugim przeplata się i uzupełnia się naprawdę perfekcyjnie. Po drugie, są napisane i narysowane absolutnie doskonale".
Całość recenzji do przeczytania tutaj.
"Hej, Jędrek! Gdzie moja forsa?" doczekał się już pierwszych ocen w portalu Lubimy Czytać - jest dobrze :)
Na pewno z tą książką pojawimy się z Tomkiem na Festiwalu Komiksu i Gier w Łodzi (3-4 października), będziemy tam też pokazywać pierwszy odcinek serialu "Tymek i Mistrz" - gdy pojawi się już szczegółowy program Festiwalu napiszę na blogu.
wtorek, 25 sierpnia 2015
"Hej, Jędrek! Gdzie moja forsa?" - premiera już 9 września!
Tak jak poprzednio książka to połączenie powieści i komiksu - mam nadzieję, że przypadnie do gustu Czytelnikom co najmniej tak samo, jak pierwszy tom. Obie książki można zamawiać na stronie Wydawnictwa Nasza Księgarnia (klik! klik!) - drugi tom jeszcze przedpremierowo (wysyłka po dniu premiery).
Jeżeli chodzi o przyszłość Jędrka, to Tomek Leśniak powoli kończy ilustrowanie tomu trzeciego ("Hej, Jędrek! Kto tu rządzi?" - premiera pewnie wiosną 2016), a ja piszę tom czwarty ("Hej, Jędrek! Masz cykora?").
piątek, 15 maja 2015
Warszawskie Targi Książki i nie tylko
Bardzo dziękuję wszystkim za głosy w plebiscycie na najlepszą książkę na wiosnę - "Hej, Jędrek! Przepraszam, czy tu borują?" dzięki Waszym głosom zgarnął nagrodę w kategorii książki dla dzieci!
Dyplomy wręczano na Warszawskich Targach Książki wczoraj - zadowolony autor z dyplomem wygląda tak:
A skoro już o Targach mowa, to można przejść do spraw bieżących. Jutro (sobota 16.05) będziemy z Tomkiem podpisywać, stemplować i obrysowywać książkę "Hej, Jędrek!" - na wszystkich chętnych będziemy czekać na stoisku Wydawnictwa Nasza Księgarnia (137/D 16 - poziom 0) od godziny 17:00 do 18:00. Serdecznie zapraszamy! A pozostając jeszcze w temacie literackim: ukazał się kolejny tom "Fistaszków zebranych" - tym razem lata 73-74, absolutna klasyka, a do tego miałem przyjemność napisać wstęp do tego tomu. Polecam!
P.S. Za tydzień będziemy z Tomkiem w Gdańsku w ramach Festiwalu Literatury dla Dzieci - poprowadzimy warsztaty dla dzieci w Bibliotece Manhattan (początek o 13:30). Tomasz zaprojektował też niesamowity mural z Jędrkiem w roli głównej - zobaczymy, jak będzie prezentował się w miejskiej przestrzeni Gdańska.
P.P.S. Gdyby ktoś miał ochotę sprawić sobie taką oto torbę:
to można ją już kupić na stronie Naszej Księgarni - o tutaj - w niewygórowanej cenie 25 zł.
poniedziałek, 30 marca 2015
"Hej, Jędrek!" w II turze plebiscytu portalu granice.pl!
Pojawiło się też sporo nowych recenzji książki - wszystkie są bardzo dobre i jest mi niezmiernie miło je czytać. Gdyby ktoś zastanawiał się, czy warto po Jędrka sięgnąć zapraszam do przeczytania recenzji Izabeli Mikrut lub recenzji mamy Krzysia :-)
Książka pomimo dodruku wciąż jest niedostępna na stronie Wydawnictwa - bez problemu jednak można ją kupić w księgarniach internetowych, lub stacjonarnych. W niektórych naprawdę trudno ją przeoczyć - poniżej np. witryna Książnicy w Olsztynie.
piątek, 6 marca 2015
Jak powstaje książka - film
wtorek, 10 lutego 2015
Plakat Jędrka
piątek, 6 lutego 2015
Jak powstaje książka?
środa, 28 stycznia 2015
"Hej, Jędrek!" już w marcu w księgarniach!
"Hej, Jędrek!" łączy w sobie narrację powieściową z komiksową - ilustracje nie są tylko dodatkiem do tekstu, ale także sposobem na opowiadanie historii. Drugi tom "Hej, Jędrek! Gdzie moja forsa?" jest już napisany - Tomek kończy ilustracje. Trzeci tom właśnie kończę - wprowadzam jeszcze ostatnie poprawki przed wysłaniem manuskryptu do Wydawnictwa.
O pierwszym tomie Grzegorz Kasdepke napisał: "Przepis: wrzuć do miksera zabawną powieść, dodaj do niej komiks, wymieszaj starannie i... bestseller gotowy! Wielbiciele "Dziennika Cwaniaczka" będą zachwyceni. Wielbiciele komiksów także. Niezadowoleni mogą być tylko autory tradycyjnych książek, jak - nie szukając daleko - ja. Bo nie jestem pewien, czy po pojawieniu się tytułowego Jędrka dzieci będą chciały czytać o kimś innym".
Więcej informacji o książce na stronie Wydawnictwa [link tutaj] - już teraz można zamawiać pierwszy tom, w przedsprzedaży 20% taniej!
wtorek, 20 listopada 2012
Przepis na bestseller

Tak panowie zapowiadali swój "eksperyment": kliknij tutaj.
A tu krótka relacja po (ale nie przed zakończeniem - spodziewam się, że po ujawnieniu "przekrętu" sprzedaż mogła jeszcze wzrosnąć): kliknij tutaj.
sobota, 27 października 2012
E-sprzedaż
Także wydawcy komiksowi muszą zacząć przyzwyczajać się do e-publikacji. Comixology ogłosiło niedawno, że liczba ściągniętych komiksów w ich serwisie przekroczyła milion. Liczba robi wrażenie - chociaż myślę, że biorąc pod uwagę mnogość dostępnych tytułów (a także to, że praktycznie każda publikacja ma opcję darmowej próbki, którą można sobie ściągnąć), nie jest to rynek, na którym bestsellery mogą się równać liczbą sprzedanych egzemplarzy z bestsellerami papierowymi. Znów jednak wypada dodać... do czasu. Przyszłość zapowiada się ciekawie.
wtorek, 13 marca 2012
E-morderca? E, tam!
Elektroniczny morderca grasuje. Na ofiarę upatrzył sobie książkę. Tak, tę papierową, pachnącą farbą drukarską, z różnorodną fakturą, okładką twardą lub miekką, klejonym grzbietem lub grzbietem szytym. Tę samą, którą tak wielu chętnie zabiera do kąpieli. Książkę, którą ustawia się na półce obok przedstawicieli jej gatunku - jak się okazuje gatunku zagrożonego wymarciem. Na tę papierową perłę naszej kultury szykuje zamach cyfrowy morderca zwany Czytnikiem, a narzędziem zbrodni będzie (jest?) e-atrament. A przynajmniej można odnieść takie wrażenie - ja odnoszę, śledząc głosy dotyczące e-czytelnictwa w ostatnich wydaniach Gazety Wyborczej. I o ile mogę zrozumieć nostalgiczny ton wielu autorów, to trudno mi zgodzić się na argumenty mówiące o jakoby gorszym jakościowo czytaniu z e-papieru. Ale zacznijmy od początku…
Nauczyłem się czytać w wieku pięciu lat. Nikt mnie do tego nie zmuszał - pragnąłem poznać, jakie tajemnice skrywają zadrukowane strony sam z siebie. No i pragnąłem niezależności - dopóki się czytać nie nauczyłem, byłem uzależniony od wolnego czasu moich rodziców. Kiedy składałem już litery mogłem czerpać z krynicy wiedzy i przygody w sposób nieograniczony. I oczywiście na początek zerwałem owoc zakazany - jedną z pierwszych moich lektur był podręcznik kryminalistyki (jak na tamte czasy bogato ilustrowany), rzecz zdecydowanie nie najlepsza dla pięciolatka. W każdym razie przez ostanie trzydzieści lat nawąchałem się farby drukarskiej, naprzewracałem kartek o najróżniejszej gramaturze, naoglądałem najróżniejszych krojów czcionek, czytałem w domu, w tramwaju, autobusie, na ławce, na trawie (ale nie - po trawie). W wannie nie - perspektywa zamoczenia książki skutecznie mnie do tego zniechęcała. Nie tylko przyzwyczaiłem się do książek, ale wręcz od nich uzależniłem. I oczywiście nie tylko je czytam, ale i mam - nie wyobrażam sobie mieszkania bez książek. Kto chciałby żyć w mieszkaniu bez książek?! Jednak mimo to sprawiłem sobie czytnik - fakt, że dopiero co (konkretnie tydzień temu złożyłem zamówienie, a od piatku ukrywam w domu potencjalnego mordercę).
Pierwszy kontakt z e-papierem miałem kilka lat temu (trzy? cztery?) na Targach Książki w Warszawie. Pomiędzy stoiskami wydawców, na smętnym stojaku, wyeksponowany był czytnik. Obok stał dwudziestoparoletni chłopak, któremu kazano (jego mina nie pozostawiała wątpliwości) ubrać garnitur. Podszedłem i zapytałem „Czy to jest ten zabójca książki?”. Chłopak nic nie odpowiedział, tylko uśmiechnął się tak, jakbym wcisnął mu między usta limonkę, a potem z całej siły zacisnął szczęki. Popatrzyłem na ekran, zmieniłem kilka stron - ładowały się opornie, sprzęt wydał mi się toporny. „I to ma być to?” pomyślałem rozczarowany i uspokojony zarazem. Wtedy byłem przekonany, że literatura = książka (papierowa). Że czytać można tylko z papieru, że tylko tak się godzi. Owszem, od długiego czasu pisałem na komputerze (chociaż zaczynałem na maszynie do pisania), ale korekty nie byłem (i nie jestem) w stanie zrobić patrząc na ekran komputera.
Minęły lata, a ja trwałem w swoim przekonaniu. Ignorowałem wieści o nowych czytnikach, rozwoju rynku e-booków. W pamięci miałem tamtem straszny, toporny, niewygodny czytnik z targów i smutno-przepraszającą minę chłopaka w garniturze. W międzyczasie zwiększyłem znacznie ilość godzin spędzanych przed komputerem - na pisanie, też, ale także na… czytanie. W Internecie jest co czytać. Sporo też muszę czytać w związku z tym, co piszę (np. scenariusze innych autorów, gdy pracuję przy serialu). Ze względu na objętość drukowanie odpada, więc męczyłem się (oczy, głowę) wgapiając się godzinami w ekran. Aż przypomniałem sobie o czytnikach. Coś (zapewne chochlik jakiś) kazało mi sprawidzić, jak to teraz wygląda rynek czytników. Research nie trwał długo i totalnie mnie zaskoczył. Znalazłem czytnik, który był jednocześnie niezbyt drogi, do tego ze świetnym ekranem i z dostępem do największej światowej księgarni internetowej (wszyscy wiemy o co chodzi, ale ponieważ to nie jest tekst reklamowy - za takie liczę sobie honorarium :) - nie wymienię nazwy) i postanowiłem zaryzykować (pomógł mi w tym fakt, że nie długo mam urodziny - nie najgorszy pretekst, żeby zrobić sobie prezent). I tak od zeszłego piątku mam w domu „zabójcę książki” - sam go kiedyś tak nazwałem.
Wrażenia? Jak najlepsze! Pierwszą myślą było „Kurczę! Muszę szybko kupić parę e-książek!”. Myśl szybko zamieniłem w czym. Kupiłem kilka e-booków, ściągnąłem kilka darmowych, zamówiłem (przez dwa tygodnie) darmowe prenumeraty gazet i tygodników. Zacząłem czytać. I nie mogę przestać! Nie zamierzam jednak rozpływać się tu nad zaletami mojego czytnika, zachwalać różnych funkcji itd. Chcę, korzystając z doświadczeń - w tym momencie i z analogowej i z cyfrowej strony barykady - zdementować krzywdzące plotki (korzystać będę - bez wskazywania autorów - z argumentów przytoczonych w paru ostatnich wydaniach Gazety Wyborczej, oraz z tzw. obiegowych opinii).
1. Czytniki to zagrożenie dla książki (papierowej). Trudno się nie zgodzić. Na pewno e-booki są konkurencją i będą jeszcze większą w miarę upowszechniania się czytników (czytanie z ekranow LCD jest i pozostanie tak samo nieprzyjazne, jak było). To spowoduje, że książek papierowych będzie mniej - nie wszystkie pozycje będą drukowane. Czy to źle? Niekoniecznie - drukowane będą te książki, których forma jest nierozerwalnie związana z treścią (np. albumy). I nie - nie przyjmuję argumentu, że każda powieść zasługuje na formę drukowanej książki. Drugą grupę stanowić będą wydania ekskluzywne. Tak jak dziś (a może już wczoraj?) ekskluzywne są wydania w twardych oprawach, tak za chwilę odpowiednikiem tego rodzaju luksusu będzie wydanie papierowe. Jestem przekonany, że znajdą się nabywcy. Książka (drukowana) prędko nie umrze. Przynajmniej dopóty, dopóki ludzie pozostaną istotami zmysłowymi.
2. Czytanie e-booka, to gorszy rodzaj czytania. Argumenty przytaczane za: książka drukowana działa na wiele naszych zmysłów (człowiek istota zmysłowa - sam to przed chwilą napisałem). Zapamiętywanie treści jest łatwiejsze dzięki jej fizycznym aspektom (waga, zapach, układ stron - jedna z autorek napisała nawet, że przypomina sobie treść książek, gdy patrzy na nie na swojej półce, że gdyby nie półka przeczytane niegdyś treści pochłonęłaby czarna dziura zapomnienia: trochę strach zapytać, co pamięta z książek wypożyczonych z biblioteki…). A e-book? Jakaś efemeryda - zera i jedynki podstępnie zamienione na znane nam litery! Tyle, że to nie prawda, że czytnik nie działa na nasze zmysły. Czytnik to też przedmiot fizyczny (a także - estetyczny! rzecz jasna nie każdy...). A unikalne zapachy każdej książki? Te wyjątkowe doznania, które mogą przypomineć nam linijkę tekstu, która zrobiła na nas ongiś wrażenie? Nie wiem, jak inni ale ja nie czytam w sterylnym pomieszczeniu - okrążają mnie zapachy, dźwięki, zmienia się światło, zmieniam się ja. Naprawdę dociera do mnie wystarczająco dużo doznań, by mieć z czym powiąząć czytane słowa. Jest jednak jeszcze coś - nie przeceniajmy tych dodatkowych „bodźców” - w końcu dość łatwo przekroczyć granicę, za którą nie tyle wzbogacają lekturę, co wręcz ją uniemożliwiają (przykład drastyczny: dźwięk młota pneumatycznego dochodzący zza okna; zresztą nadmiar bodźców, to jedna z przyczyn dla których czytanie z ekranu komputera jest tak trudne - w końcu ilu z nas jest w stanie włączyć kompa, ale nie uruchomić programu do obsługi poczty, nie odpalić Facebooka, Twittera itd.?). Doznania nie są problemem - przyzwyczajenia, owszem. A jeżeli chodzi o rosnącą popularność e-czytelnictwa, to przemawia za nim dodatkowo wygoda. Ludzie są nie tylko istotami zmysłowymi, ale i istotami ceniącymi wygodę. Komputer jest wygodniejszy jako narzędzie pisania, niż maszyna do pisania. Chociaż maszyna do pisania jest niewątpliwie bardziej zmysłowa (uwielbiałem jej stukanie - moja rodzina i sąsiedzi jakby mniej) - jak bardzo można sobie podejrzeć w ekrazacji „Nagiego lunchu” - ale kto dziś pisze na maszynie? Który z autorów tak ceniących niepowtarzalne doznania zmysłowe, które daje papierowy egzemplarz, a których nie zapewni czytnik? Albo inaczej pytając - który z czterdziestoparoletnich i młodszych autorów pisze swoje powieści/scenariusze/artykuły ręcznie (jeszcze bardziej zmysłowy sposób!) lub na maszynie? O korektę nie pytam - wiadamo, tę da się zrobić tylko na prawdziwym papierze :)
3. E-książki zmienią rynek i zmienią go na gorsze. Szczerze mówiąc - trudno zgadywać, ale pozostaję optymistą. Na pewno go zmienią, bo rola pośrednika między autorem a czytelnikiem radykalnie się zmiejszy. Będziemy mieć mniej księgarń, będzie mniej pracy dla księgarzy. Za to autorzy nie będą mogli narzekać - dostaną szybki dostęp do czytelników. Czytelnicy dostaną łatwy dostęp do treści. A wydawcy? Ich rola się zmieni, ale nie aż tak bardzo. Już teraz forma e-booka daje w zasadzie nieograniczone i tanie możliwości selfpublishingu. Tyle, że ilu z nas, czytelników, uwierzy w autora, który nie znalazł uznania wśród tysięcy wydawnictw (tak, mamy w Polsce tysiące wydawnictw)? Jasne, od czasu do czasu znajdzie się i tu perełka, osobną rzeczą są wysoce wyspecjalizowane książki. Ale generalnie stempel wydawnictwa ma znaczenie. To w jakiej serii ukazuje się dana pozycja też ma znaczenie. Profesjonalna edycja (e-book też jej potrzebuje!) i profesjonalna redakcja są nie do przecenienia. Nie wspominając o promocji. Wydawnictwa zapewniają to wszystko już teraz - a my, czytelnicy, wiemy dokładnie, którzy wydawcy trafiają w nasze gusta, którzy specjalizują się w akurat przez nas poszukiwanej książce. I to się nie zmieni. Wydawnictwa nie znikną - będą tak samo, a może nawet bardziej potrzebne niż dzisiaj. Za to drukarze mają gorzej - choć to w moim odczuciu jeszcze odległa perspektywa. Tych czeka przestawienie się na druk innych rzeczy, część drukarń pewnie będzie musiała się zamknąć.
4. Na e-booku autografu nie weźmiesz. Fakt. Trudno się nie zgodzić, ale większość czytelników i tak nie jest zainteresowana, żeby autor im coś w ich egzemplarzach bazgrał. Ci, którym będzie na tym zależało, będą inwestować w wydania papierowe. A co jeśli dana pozycja ukarze się tylko jako e-book? Spokojnie, jeśli będzie naprawdę dobra, albo choćby popularna, na pewno pojawi się wersja drukowana - wydawcy nie lubią przepuszczać okazji do dodatkowego zarobku :), a prestiżem też nie gardzą.
Rozpisałem się straszliwie, co jest grzechem podwójnym: raz, wobec Ciebie Czytelniczko/Czytelniku bloga, bo skazuję Cię na męki czytania ze świecącego ekranu (no, chyba że wyślesz sobie jednym kliknięciem ten wpis na e-papier), dwa, wobec siebie, bo powinienem był teraz pisać coś zupełnie innego (zobowiązania!). Czas więc kończyć. Zbiorę jeszcze wszystkie wątki w jednym pytaniu: czy mając czytnik zrezygnuję z kupowania papierowych książek? Nie! Po prostu papierowe wydania będą musiały się trochę bardziej postarać, żeby mnie uwieść - nie jestem już w sytuacji Adama, któremu Bóg przedstawił Ewę, mówiąc „Wybierz sobie żonę”.
piątek, 2 marca 2012
Nie znasz dnia, ani godziny...
poniedziałek, 9 maja 2011
Warszawskie Targi Książki i Komiksowa Warszawa
13 maja o godz. 15.00 podpisuję komiksy wspólnie z Tomkiem Leśniakiem (Strefa 1), o 16.30 z kolei rozpoczyna się spotkanie z nami (Sala Gagarina).
14 maja od 16.00 do 18.00 podpisuję Teleznowelę na stoisku Wydawnictwa Prozami (C-320).
Do zobaczenia!






