czwartek, 31 lipca 2008

Moje mędrkowanie

Od kilku lat Łódzkiemu Festiwalowi Komiksu towarzyszy panel popularyzatorsko-naukowy, nad którym pieczę trzyma Krzysztof Skrzypczyk. Pomysł sprowadza się do tego, żeby przełamać podejście do komiksu jako do medium "upośledzonego" - służyć temu ma naukowa (interdyscyplinarna) analiza różnych aspektów komiksowej sztuki. Sympozja otwarte są także dla autorów komiksów, co postanowiłem wykorzystać i pokusiłem się o napisanie eseju pod tytułem Bohater komiksowy, bohater (z konieczności) przerysowany. Tekst wygłosiłem na 6. Sympozjum Komiksologicznym w 2006 roku - ukazał się on też w Antologii Komiks i jego bohaterowie (Łódź 2006). W eseju starałem się wykazać, że pewne cechy konstytutywne bohaterów komiksowych wynikają wprost ze specyfiki medium, jakim jest komiks - chodziło mi głównie o ich "nadekspresję". I choć po dwóch latach od napisania tekstu moja intuicja odnośnie tego zagadnienia niewiele się zmieniła, to argumentacja idzie już zupełnie inną drogą - przede wszystkim problemem jest kategoria "nadekspresji", której niejasność rzuca niepokojący cień na całość moich ówczesnych rozważań. Być może, jeśli znajdę czas, spróbuję przemyśleć tę kwestię jeszcze raz.

środa, 30 lipca 2008

Miś 2

W 2003 roku ukazało się w Misiu jeszcze jedno moje opowiadanie - Ola i psotna wiewiórka. Choć może się to wydawać mało prawdopodobne w opowiadaniu dla dzieci, to tekst ma odrobinę "lynchowski" klimat. W skrócie - w tajemniczych okolicznościach znika pewna wiewiórka. I to dwa razy. Raz w parku, raz z rysunku tytułowej Oli. Szczególnie to drugie zniknięcie jest intrygujące. Wydarzyło się w rzeczywistości, czy jest tylko efektem wyobraźni dziewczynki? Bo może tylko wyobraziła sobie, że ją narysowała?

W planach miałem pisanie kolejnych tekstów dla Misia, ale w międzyczasie Kamil przestał być redaktorem naczelnym - o ile dobrze pamiętam przeszedł do działu kultury w tygodniu Wprost.

Miś

Nie chodzi o kultowy film Barei, ale o magazyn dla dzieci (swoją drogą qui pro quo w tym wypadku jest dość naciągane i mało śmieszne - znacznie ciekawiej sprawy się miały, gdy publikowałem w Świerszczyku. W towarzystwie zawsze potrzebne okazywało się dopowiedzenie: "Tym dla dzieci"). W 2003 roku ster Misia przejął Kamil Śmiałkowski, autor scenariuszy komiksowych, tekstów publicystycznych dotyczących kultury popularnej. Kamil został naczelnym pisma w dość trudnym momencie - zdaje się, że na dzień dobry zastał... pustą redakcję i równie puste twarde dyski redakcyjnych komputerów. W trybie awaryjnym rozpuścił wici wśród znajomych i udało mu się zachować cykl wydawniczy Misia. W jedym z pierwszych numerów składanych pod jego czujnym okiem, opublikowałem opowiadanie dla dzieci pod tytułem Wielki Wynalazca. Tekst był przeznaczony dla trochę starszych dzieci, niż czytelnicy Misia (na co zwrócił uwagę Kamil, ale uznał, że i tak warto go wydrukować).

Podwójne uderzenie

W 2000 roku opublikowałem dwa opowiadania w kwartalniku literackim Fraza. Teksty literackie pisałem wcześniej niż scenariusze, ale tak się jakoś złożyło, że w druku ukazywały się głównie moje komiksy (podejrzewam, że ma z tym coś wspólnego moja niechęć do pokazywania tego, co napiszę - do regularnego upubliczniania scenariuszy komiksowych właściwie zmusił mnie Tomek Leśniak). A jak już coś opublikowałem, to nie zadbałem o to, żeby zachować egzemplarz - z tego powodu o wielu publikacjach po prostu nie pamiętam. Na pewno druk we Frazie nie był moim debiutem literackim - tyle wiem. Wracając do samych tekstów - w numerze ukazały się: Ballada o Edwardzie i Ślub. Oba opowiadania wydrukowano w dziale Między metafizyką a drwiną, przy czym w moim odczuciu Balladzie było bliżej do metafizyki, a Ślub zajmował pozycję tuż przy drwinie.

poniedziałek, 28 lipca 2008

W cieniu Konstruktora

W 2005 roku ukazała się ostatnia albumowa część Tymka - Tymek & Mistrz. Perpetuum mobile. Tematem przewodnim były różnego rodzaju maszyny z tytułowym perpetuum mobile włącznie. Zarówno Mistrz, jak i Tymek, wykazywali się mniejszym lub większym zmysłem inżynierskim. Przy czym zazwyczaj maszyny Mistrza okazywały się kompletnym niewypałem, a projekty Tymka wyprzedzały swoją epokę (tyle że autorytet Mistrza sprawiał, że Tymek zarzucał prace nad nimi - w opinii starego Maga były to urządzenia, które nia miały szans na działanie, a chodziło między innymi o radio, telewizor, komputer). Nad wszystkim wisiał cień Lemowego Konstruktora, którego nieomylność i doprowadzony do granic wytrzymałości praktycyzm zostały przeze mnie "odczarowane" przez postaci sympatycznych "szaleńców", których podstawowym narzędziem sukcesu jest... szczęście. Niestety, choć w archiwum moim i Tomka znajduje się jeszcze sporo niepublikowanych poza Komiksowem Tymków, to wiele wskazuje, że tam pozostaną. Egmont zrezygnował z Tymka, a inny chętny wydawca się nie znalazł - gwoli ścisłości: znalazł się na Litwie. Alma Littera w 2007 roku kupiła prawa do wydania po litewsku dwóch pierwszych tomów - na razie nie znamy jednak daty premiery. Przez parę miesięcy Tymek gościł też w belgijskim Spirou - ukazało się tam kilka wybranych epizodów, które zostały narysowane od nowa specjalnie na potrzeby rynku frankofońskiego. Jeśli chodzi o polskie wydania, to dysponujemy pełnymi prawami do serii i nie ma żadnym przeszkód prawnych, żeby np. wznowić serię, albo ją kontynuować. Może ma ktoś ochotę zostać wydawcą? Jeśli tak, proszę o kontakt.

Ciąg dalszy, czyli kłopoty

Po podróżach przyszła pora na problemy. Na szczęście nie dopadły one bezpośrednio Tymka i Mistrza, tylko zaprzyjaźnionego Króla. Z tego też powodu w piątym tomie zatytułowanym Tymek & Mistrz. Król kłopotów, który ukazał się w 2004 roku, problem goni problem. Na niektóre z bolączek skutkuje magia, na inne zdrowy rozsądek, a na jeszcze inne odrobina szczęścia. Nigdy nie ukrywałem, że wiecznie narzekający Król był wyrazem pewnej (niezauważonej na pewno przez docelową grupę Czytelników) uszczypliwości wobec polityków i polityki. Król ten martwi się bowiem wszystkim tylko nie swoim państwem, zajmuje wszystkim tylko nie rządzeniem i z podziwu godną pewnością traktuje siebie jako pępek świata i okolic, dla którego wyrwanie Mistrza z domu o dowolnej porze jest jak najbardziej naturalnym sposobem komunikacji z poddanym. Inna sprawa, że Mistrz godząc się na tego typu niedogodności potrafi doskonale Królem manipulować i łechcząc jego próżność sprawiać, że poważnymi sprawami (czyli państwem) zajmują się odpowiedzialni ministrowie. Wychodzi na to, że w tym tomie wyszedł na jaw ukryty charatker Mistrza, jako szarej eminencji... Dla niektórych, zwłaszcza w połączeniu z imieniem Maga, może to stanowić niezbity dowód, że Tymek & Mistrz to komiks kryptomasoński, który miał na celu wyprać mózgi dzieciom (do tego publikowała go Wyborcza...) - niestety, zwolenników spisków muszę zmartwić. Nic z tego.

piątek, 25 lipca 2008

Koniec świata

Wyjątkowo nie chodziło o nastroje apokalipsą podszyte, ale o podróże. W 2004 roku ukazał się czwarty tom przygód Wielkiego Czarodzieja i jego Ucznia - Tymek & Mistrz. Wyprawa na koniec świata. W otwierającej album parostronicowej historii mag i jego uczeń wybrali się na tytułową wyprawę. Oczekiwania Tymka były spore, a Mistrz je tylko potęgował. Gdy po wielu przygodach dotarło do Tymka, że zatoczyli koło i koniec świata wypada dokładnie w miejscu startu, czyli w ich domu, był trochę zawiedziony. Mistrz jednak był zdania, że czasem warto przejść aż na koniec świata, żeby położyć się we własnym łóżku. W tym samym tomie Tymek i Mistrz spotkali też twarzą w twarz Licho, które nie śpi. I jak to oni, znaleźli receptę na bezsenność Licha, czym uszczęśliwili nie tylko dziwaczne stworzenie, ale i całkiem sporą grupę okolicznych mieszkańców. Wyprawa na koniec świata należy do moich ulubionych części cyklu (także z powodu okładki).